Jak działa orgazm. Neurobiologia narastania napięcia i kulminacji

Jak działa orgazm. Neurobiologia narastania napięcia i kulminacji

Wiele lat mojej pracy oznacza, że do pewnych tematów powracam. Powracam, bo albo są niezwykle ważne dla moich odbiorców, albo zwyczajnie nauka tak ewoluuje, że poznajemy coś lepiej. Dlatego znowu odpowiadam na pytanie, czym jest orgazm. Tym razem bardzo, ale to bardzo naukowo. Żebyście mieli obraz, jakim geekiem jestem w kontekście seksualności.

Ważne pytanie

Zrozumienie, czym jest orgazm, przez długi czas pozostawało trochę na obrzeżach nauki. Nie dlatego, że był zjawiskiem mało istotnym. Przez wieki seksualność częściej opisywano językiem moralności, psychologii czy relacji niż fizjologii i neurobiologii. Tymczasem orgazm jest pod względem biologicznym naprawdę ciekawym zjawiskiem. W jego powstawaniu uczestniczą mózg, rdzeń kręgowy, autonomiczny układ nerwowy, narządy płciowe, mięśnie dna miednicy oraz całe zestawy neuroprzekaźników i hormonów. Nie ma jednego „przycisku” w mózgu, którego naciśnięcie uruchamia całą reakcję.

Zrozumienie tego procesu ma znaczenie nie tylko dla biologii. Wokół orgazmu narosło mnóstwo mitów, oczekiwań i uproszczeń. Bywa przedstawiany jako obowiązkowy finał seksu, miernik sprawności albo coś, co powinno wydarzyć się w określony sposób i w określonym czasie. Tymczasem jego pojawienie się zależy od współpracy wielu mechanizmów. Liczą się bodźce fizyczne, ale także uwaga, emocje, wcześniejsze doświadczenia, poziom pobudzenia, działanie układu autonomicznego i to, co w danym momencie mózg robi z docierającymi do niego informacjami.

Ja sama zawsze byłam ogromną zwolenniczką rozumienia biologii i funkcji orgazmu, a nie poprzestawania na przekonaniu, że „orgazm jest w głowie” i do widzenia. Im więcej wiedzy, tym mniej niejasności i tym łatwiej do czegoś dojść, prawda? Do orgazmu zwłaszcza.

Spróbujmy więc prześledzić, co właściwie dzieje się od pierwszego bodźca do kulminacji.

Najpierw musi powstać sygnał

Jeśli pobudzenie zaczyna się od dotyku, pierwszym ogniwem są receptory czuciowe znajdujące się w skórze i narządach płciowych. Reagują między innymi na nacisk, rozciąganie, ruch, wibrację czy temperaturę. Bodziec mechaniczny zmienia właściwości błony komórkowej neuronu czuciowego. Otwierają się kanały jonowe, zmienia się potencjał błonowy, a jeśli depolaryzacja osiągnie odpowiedni poziom, powstaje potencjał czynnościowy, czyli impuls nerwowy.

Impuls wędruje wzdłuż aksonu do rdzenia kręgowego, a następnie przez kolejne drogi nerwowe do mózgu. Po drodze sygnał wielokrotnie przechodzi przez synapsy. W zakończeniu jednego neuronu impuls elektryczny powoduje uwolnienie neuroprzekaźnika, który przekazuje informację następnej komórce. Brzmi jak podstawowa neurofizjologia, bo dokładnie nią jest. Organizm nie ma osobnego rodzaju impulsu elektrycznego przeznaczonego dla seksu. To, co później odczuwamy jako pobudzenie seksualne, zaczyna się od tych samych podstawowych mechanizmów komunikacji neuronalnej, które działają w całym układzie nerwowym. Różnica pojawia się później: w tym, dokąd sygnał trafia, z czym zostaje połączony i jakie znaczenie nada mu mózg.

Mózg nie tylko odbiera bodziec

Sygnały związane z pobudzeniem seksualnym docierają do wielu obszarów mózgu. Nie istnieje jedno „centrum orgazmu”, które można wskazać palcem na ilustracji anatomicznej. Ważną rolę odgrywają między innymi struktury układu nagrody, w tym jądro półleżące i związane z nim szlaki dopaminergiczne. Dopamina bywa nazywana neuroprzekaźnikiem przyjemności, ale to spore uproszczenie. Jest silnie związana z motywacją, oczekiwaniem nagrody, uczeniem się i nadawaniem bodźcom znaczenia.

To rozróżnienie jest ważne, bo podczas pobudzenia seksualnego mózg nie tylko rejestruje: „coś mnie dotyka”. Jednocześnie ocenia, czy bodziec jest znaczący, atrakcyjny, oczekiwany, bezpieczny i wart dalszej uwagi. Dopamina wpływa przy tym na aktywność neuronów poprzez receptory dopaminowe i uruchamiane przez nie wewnątrzkomórkowe szlaki sygnałowe, między innymi związane z cyklicznym AMP i kinazami białkowymi. Nie oznacza to jednak prostego mechanizmu „więcej dopaminy = więcej orgazmu”. Układ nagrody jest tylko jednym z elementów znacznie większej sieci.

Ciało migdałowate uczestniczy w przetwarzaniu znaczenia emocjonalnego, hipokamp wnosi informacje związane z pamięcią i wcześniejszymi doświadczeniami, a kora wyspy integruje sygnały płynące z wnętrza ciała. To między innymi dlatego dokładnie ten sam dotyk jednego dnia może pobudzać bardzo mocno, a innego niemal wcale. Nie musi zmienić się sam bodziec. Może zmienić się cały układ, który ten bodziec interpretuje, a wraz z nim sposób, w jaki rozwija się dalsze pobudzenie.

W tym czasie ciało robi swoje

To, co dzieje się w mózgu, od początku pozostaje połączone ze zmianami zachodzącymi w całym ciele. W reakcję seksualną włącza się autonomiczny układ nerwowy. We wczesnych fazach pobudzenia dużą rolę odgrywa część przywspółczulna, która uczestniczy między innymi w zwiększeniu przepływu krwi przez narządy płciowe i rozszerzeniu naczyń. Jednym z ważnych mediatorów tego procesu jest tlenek azotu. Aktywuje cyklazę guanylanową, zwiększa stężenie cGMP w komórkach mięśni gładkich naczyń i prowadzi do ich rozluźnienia. Ten mechanizm wazodylatacji odpowiada między innymi za erekcję tkanek narządów płciowych.

Wraz ze wzrostem pobudzenia coraz większe znaczenie ma również aktywność współczulna. Przyspiesza tętno, wzrasta ciśnienie krwi, zmienia się oddech i rośnie napięcie mięśniowe. Popularne hasło „przywspółczulny odpowiada za pobudzenie, współczulny za orgazm” jest więc wygodne dydaktycznie, ale biologicznie zbyt proste. Oba układy uczestniczą w reakcji seksualnej, a ich znaczenie zmienia się w trakcie jej przebiegu.

Nie przełączamy się nagle z jednego trybu w drugi. Organizm stopniowo wchodzi w stan coraz większego pobudzenia i właśnie tę zmianę można zauważyć bez jakiejkolwiek znajomości neurobiologii. Zwiększa się napięcie mięśniowe, oddech staje się szybszy lub bardziej nieregularny, zmienia się rytm serca, a bodźce, które wcześniej były po prostu przyjemne, mogą zacząć być odbierane znacznie intensywniej.

A rdzeń kręgowy wcale nie jest tylko przewodem

Mówiąc o orgazmie, bardzo łatwo skupić się na mózgu, ale rdzeń kręgowy nie jest jedynie przewodem, którym informacje biegną w górę i w dół. Docierają do niego zarówno informacje z receptorów czuciowych, jak i sygnały z mózgu, a znajdujące się w nim sieci neuronalne uczestniczą w organizowaniu reakcji seksualnych.

Kiedy pobudzenie staje się odpowiednio silne, uruchamiane są wzorce motoryczne prowadzące do rytmicznych skurczów mięśni dna miednicy i innych mięśni uczestniczących w reakcji orgazmicznej. Skurcze pojawiają się zwykle rytmicznie, szczególnie na początku kulminacji, choć ich liczba, siła i przebieg różnią się między ludźmi, a nawet między kolejnymi orgazmami tej samej osoby.

To pokazuje też coś ważnego: świadoma kontrola nie jest konieczna do uruchomienia części reakcji orgazmicznej. Rdzeń kręgowy potrafi organizować złożone reakcje ruchowe bez potrzeby świadomego sterowania każdym impulsem przez korę mózgową. Mózg nadal jednak cały ten proces moduluje. Nie mamy więc dwóch niezależnych mechanizmów, „mózgowego” i „rdzeniowego”, lecz układ, w którym informacje stale krążą między kolejnymi poziomami.

Gdzie właściwie zaczyna się orgazm?

I właśnie tutaj dochodzimy do trudniejszego pytania: gdzie kończy się pobudzenie, a zaczyna orgazm? Chcielibyśmy znaleźć wyraźną granicę, sekundę, w której można powiedzieć: jeszcze nie, a teraz już tak. Biologia nie daje nam aż tak schludnego podziału.

W pewnym momencie aktywność sieci odpowiedzialnych za pobudzenie osiąga poziom, przy którym uruchamia się skoordynowana reakcja obejmująca układ nerwowy, autonomiczny i mięśniowy. Można mówić o przekroczeniu pewnego progu pobudzenia, ale nie należy wyobrażać go sobie jak jednego neuronu albo pojedynczego przełącznika. To raczej moment, w którym wiele procesów zaczyna działać razem w sposób charakterystyczny dla kulminacji.

Badania neuroobrazowe pokazują wówczas zmiany aktywności wielu obszarów mózgu. Aktywowane są struktury związane z przetwarzaniem bodźców, emocji, nagrody i reakcji autonomicznych, a jednocześnie zmienia się aktywność części obszarów kory związanych z kontrolą poznawczą. Może mieć to związek z charakterystycznym poczuciem utraty kontroli czy chwilowego „wyłączenia myślenia”, które część osób opisuje podczas orgazmu. Nie oznacza to jednak, że mózg po prostu „wyłącza korę przedczołową”. Zmienia się raczej wzorzec aktywności całej sieci.

Co dzieje się z neurochemią?

Kulminacji towarzyszą również zmiany w działaniu wielu neuroprzekaźników i hormonów. Jedną z substancji, których stężenie może wzrastać podczas pobudzenia i orgazmu, jest oksytocyna, syntetyzowana w podwzgórzu i uwalniana między innymi przez tylny płat przysadki. Uczestniczy w regulacji skurczów mięśni gładkich, a poza seksualnością pełni także funkcje związane z zachowaniami społecznymi i więzią. Popularne określenie jej jako „hormonu miłości” jest więc bardzo dużym uproszczeniem znacznie bardziej złożonego działania.

W reakcję orgazmiczną włączają się również układy opioidowe. Endogenne opioidy wpływają na odczuwanie bólu, nagrody i przyjemności, dlatego prawdopodobnie uczestniczą także w specyficznej jakości doznań podczas kulminacji. Po orgazmie u części osób obserwuje się z kolei wzrost stężenia prolaktyny. Od dawna wiąże się ją z poczuciem seksualnego nasycenia i spadkiem pobudzenia, choć jej dokładna rola w okresie refrakcji nadal nie jest całkowicie wyjaśniona.

Właśnie neurochemia dobrze pokazuje, dlaczego zbyt uporządkowane modele orgazmu bywają mylące. Nie da się go rozpisać według prostego schematu: dopamina przed, oksytocyna w trakcie, prolaktyna po. Te układy nakładają się na siebie, wpływają na inne procesy i działają w różnych momentach z różnym nasileniem.

Po kulminacji

Po orgazmie pobudzenie zaczyna spadać. Zmienia się aktywność autonomicznego układu nerwowego i układów neurochemicznych związanych z nagrodą oraz pobudzeniem. Mięśnie się rozluźniają, tętno i oddech stopniowo wracają do wcześniejszego poziomu.

U wielu osób pojawia się wtedy okres refrakcji, czyli czas, w którym ponowne osiągnięcie orgazmu jest trudniejsze albo niemożliwe. Jego długość może bardzo się różnić. Zależy między innymi od indywidualnej fizjologii, wieku, płci i konkretnej sytuacji. Sam mechanizm okresu refrakcji nadal nie został w pełni wyjaśniony. Prawdopodobnie uczestniczą w nim zarówno zmiany neurochemiczne, jak i czasowa zmiana pobudliwości układów odpowiedzialnych za reakcję seksualną. Nie wszyscy przechodzą go też w taki sam sposób; u części osób możliwe są kolejne orgazmy bez wyraźnego okresu wyciszenia.

Czyli czym właściwie jest orgazm?

Jeżeli połączymy wszystkie te elementy, orgazm okazuje się nie pojedynczym zdarzeniem, lecz efektem współpracy wielu układów. Bodziec czuciowy musi zostać odebrany i przekazany. Mózg nadaje mu znaczenie i zestawia go z emocjami, uwagą, pamięcią oraz oczekiwaniem. Układ autonomiczny zmienia fizjologię narządów płciowych i całego ciała, a rdzeń kręgowy uczestniczy w organizacji reakcji ruchowej. Wraz z narastaniem pobudzenia wszystkie te procesy coraz mocniej na siebie oddziałują.

W pewnym momencie aktywność tej sieci może osiągnąć poziom, przy którym organizm uruchamia charakterystyczną kaskadę reakcji kojarzoną z orgazmem. Nie istnieje jednak jeden uniwersalny przebieg tej kaskady. Możemy bardzo dokładnie opisać potencjał czynnościowy, badać aktywność mózgu, mierzyć skurcze mięśni, poziomy hormonów, przepływ krwi i reakcje autonomiczne, a mimo to doświadczenie powstające z tych wszystkich procesów pozostaje bardzo indywidualne.

I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej interesujące. Wiedza o biologii nie odbiera orgazmowi ani intensywności, ani tajemnicy. Pokazuje raczej, jak wiele rzeczy musi wydarzyć się i współdziałać, żebyśmy mogli przeżyć coś, co subiektywnie trwa czasem tylko kilka czy kilkanaście sekund.

Dlatego samo zdanie „orgazm jest w głowie” mówi o nim właściwie bardzo niewiele. Jest w mózgu, ale także w rdzeniu kręgowym, nerwach obwodowych, naczyniach krwionośnych, mięśniach, neuroprzekaźnikach i hormonach. Jest w tym, jak mózg interpretuje bodźce, jak ciało na nie odpowiada i w jakich warunkach całe pobudzenie może się rozwinąć.

Na końcu nadal pozostają własne ciało, jego tempo, uwaga kierowana na doznania oraz komunikacja z osobą, z którą jesteśmy. Neurobiologia nie stoi po drugiej stronie tych rzeczy. Ona właśnie opisuje, jak stają się możliwe.